Futbol - moje życie - Relację z wyjazdów

 

Sobota 3 pazdziernika 2010 Raków Częstochowa – Bałtyk Gdynia

 

Siódma  rano tylko szaleniec wstaje o tak nieludzkiej porze w dniu wolnym.
Szybki prysznic, zaspanymi oczami czytam SMS-a że jedziemy tylko w dwóch (trzeciego wyeliminowała kontuzja)
Dworzec Główny Kraków kupno biletu relacji Kraków - Częstochowa i w drogę.
Pociąg raptem trzy godzinki i mimo iż to INTERGIO udaje się znaleźć przyjemny przedział ulokowany na samym końcu składu
Większą część podróży przysypiam zbierając siły na pełen wrażeń dzień.
Na miejscu jesteśmy o 11:30 mecz o 15 więc tak jak to było w planie udajemy się na Jasną Górę
Dopiero w drugim kiosku udaje mi się kupić mapę, jak się potem okazuje z deka nie aktualną.
Z dworca w Częstochowie na Jasną Górę idzie się ok 30min.
Spacer główną aleją robi wrażenie zwłaszcza widok klasztoru w oddali który co raz bardziej się powiększa.
Udaje nam się dzięki sprytnemu mykowi (wejście boczną nawą podczas gdy wszyscy idą główną bramą) dojść bez problemu prawie pod sam obraz
Jako że nie jest to nasz główny punkt wycieczki po klasztorze poruszamy się w nieco przyśpieszonym tempie w sumie trochę szkoda bo jest co oglądać.

Następnie pora na obiad trzeba przyznać że jedzonko pierwsza klasa!
Po krótkiej analizie połączeń i mapy dochodzimy do zgodnego wniosku iż jeden przystanek idziemy na nogach.
Na przystanku już ze zdaniem odrębny wsiadamy do autobusu który moim zdanie nie jedzie na Raków zdaniem mojego kolegi tak. Wyszło na moje Very Happy
Po drodze okazało się że na mapie nie ma ulic którymi jedziemy, widać Częstochowa trochę się od 2006 roku rozbudowała
Ostatecznie zmuszeni jesteśmy przebić się przez jakieś blokowisko i drogę szybkiego ruchu ale jakoś trafiamy na miejsce
W autobusie jeszcze trochę problemu ze skasowaniem biletu Very Happy
I jest - naszym oczom ukazuje się stadion!
Takich cyrków z wejściem na mecz to jeszcze w życiu nie miałem
Czynne są trzy kasy na każdej jest napisane na jakie sektory sprzedaje się tu bilety, my nie znając miejscowych zwyczajów decydujemy się na zakup biletu na sektor ''D"
Z pierwszej kasy odsyłają nas do drugiej z której mój towarzysz wraca z jakąś karteczką zamiast biletu???
Co to jest???
Jakiś kartonik na którym trzeba wpisać swoje imię nazwisko i PESEL.
Po błędnym wypełnieniu za pierwszym razem (okazuje się iż dane trzeba wpisać dwa razy) udaje nam się kupić w końcu ten bilet.
Wygląda to tak że dwi wypełnione karteczki dajemy w kasie jedna zostaje w niej a druga jest podbita pieczątką po opłaceniu 10zł i z tym możemy dopiero udać się do wejścia.
Tam ochrona teoretycznie sprawdza nasze dane z dowodem w praktyce tylko zerknęli na dowód żadnej rewizji osobistej???
Jedynie pokazaliśmy plecaki, też bez dokładniej kontroli (spokojnie browarki by przemycił)
Wchodzimy na stadiony i szok to jest RAKÓW!!!
Jak to określił mój druh stadion wygląda jak Tramwaj Kraków.
Faktycznie wchodząc na niego robi kiepskie wrażanie później rozkminiłem iż głównie przez to że trybuny są bardzo bardzo niskie, dopiero po przejściu na drugą stronę na wyższe trybuny widać że stadion  jest całkiem całkiem.
Mi osobiście się podoba, przede wszystkim to że jest całkowita swoboda w poruszaniu się po obiekcie. Nie to co na tych nowych pięknych budowlach na których co prawda jeszcze nie byłem i jakoś mnie nie ciągnie.
Mecz piłkarsko dobry Raków wygrywa 1-0 z wiceliderem Bałtykiem, szybka gra było na co popatrzeć.
Kibicowsko młyn Rakowa prezentuje się przyzwoicie doping praktycznie przez cały mecz, bez zadniej oprawy.
Z Bałtyku dwie osoby w sektorze dla przyjezdnych
Fajne wrażenie na sam koniec gdy przez przypadek wychodząc że stadionu przechodziliśmy obok młyna w momencie jaki piłkarze podeszli do kibiców dziękować za doping.
Podróż powrotna też zaczyna się od przygody.
Tym razem to Ja chciałem zaszpanować swoja znajomością połączeń komunikacji miejskiej w Częstochowie i o mało nie pojechaliśmy w złym kierunku.
Na szczęście kolega w porę się zorientował choć autobus na dworzec zdążył nam już uciec, no ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło bo dzięki temu rozkminaim jakiś osiedlowy sklepik z piwem Racovia.

Piwo rewelacja, zawsze kupuję tego typu produkty piwa czy energetyki robione przez kibiców i zwykle są produkty przeciętne, ale piwo Racovia jest jednym z lepszych w Polsce!
Co do orientacji w terenie i tak skończyło się na 2-1 dla mnie za poprawne odczytanie kartki na dworcu dzięki której znaleźliśmy kasę biletową choć mój kompan sprzeczał się że kasę przenieśli na dworzec zachodni (którego zresztą w Częstochowie nie ma) a nie na zachodnią część dworca.
Sam dworzec też robi wrażenie wyjątkowo czysty i zadbany jak na polskie standardy
Szybki zakup piwa do pociągu i w drogę
Wracamy tym samym składem którym przyjechaliśmy a więc miejscówka do pica już rozkminiona udaje nam się ją zając i droga do Krakowa upływa w miłej atmosferze choć nie bez przygód z nutka dreszczyku emocji
Pierwszą stacją na trasie jest Myszków dojeżdżamy na peron i mój kompan żartuje za raz wpadnie bojówka Ruch 

I faktycznie wpada kilku gości z FC Ruchu z Myszkowa i pakuje się do naszego przedziału.
Chłopaki maja może po 18 lat tak że tylko trochę kozaczą miedzy sobą ale do momentu aż zobaczyłem z bliska ich twarze byłem w lekkim strachu, wysiadają w Zawierciu jada oczywiście bez biletów a dwóch konduktorów nie ma najwyraźniej ani pomysłu ani chęci nic im z tego powodu robić .
Po tym już bez przygód tylko piwo i miłe towarzystwo
Do następnego wyjazdu!

30-10-2010 STAL RZESZÓW - RUCH WYSOKIE MAZOWIECKIE

Korzystając z wolnego wekendu i ładniej pogody jadę zaliczyć kolejnego "pierwszoligowca" - Stal Rzeszów.
Z Krakowa wyruszamy w dwu osobowym składzie. Z kolegą o sympatycznej ksywie „Perła” (choć moim zdaniem powinien ją zmienić na browar J)
Już na dworcu główny przypomniałem sobie po raz kolejny za co tak "kocham" to miasto. Oczywiście wszystkie "krakusy" czyli studenciki też musiały jechać tym samym pociągiem co Ja.
Droga nawet jakoś zleciała choć na trasie Kraków - Brzesko można było w pociągu spać na stojąco, taki ścisk że i tak nie było by się gdzie wywrócić.

Wchodząc a w zasadzie wpychając się do pociągu postanawiamy stać na korytarzu obok drzwi, zresztą i tak nie było by gdzie się przepchać, po kilku minutach stwierdzam że taki kawał to ja stać nie będę, więc postanawiam że oprę się o drzwi.

Trochę nie pewnie (jakby się tak czasem otworzyły w czasie jazdy) ale kolega zapewnia

No co Ty, na sto procent są zablokowane przecież wsiadaliśmy z drugiej strony.

Już na dworcu Kraków Płaszów okazło  się że jednak nie były, na szczęście nie wyleciałem ze pociągu
Za Tarnowem już luźniej.
Rzeszów zrobił na mnie wrażenie strasznie małego miasta, albo skalę na mapie miałem jakąś dziwną bo co zrobiłem krok to już byłem 3 cm dalej niż myślałem.
Bez problemu i bardzo szybko docieramy na rynek, nie do uwierzenia że na rynku może być tak pusto!. Dzięki temu że jestem z Perłą zwiedzam podziemia rynku bo nie wiedziałem o takiej możliwości, wcześniej jeszcze piwko żebyśmy orientacji w tunelach nie stracili.
45 min zwiedzania piwnic warto zwłaszcza ze cena zachęca 6,50zł i na mecz.

Próbujemy dowiedzieć się od przewodnika jak najszybciej dostać się na Hetmańska ale koleś musiał być chyba kibicem Resovii - bo wskazał nam taką trasę że szybciej byśmy do Przemyśla dotarli Very Happy
Tak że z mapą przy pomocy MPK w parę chwili jesteśmy na Hetmańskiej 69.

Tu pierwsze zaskoczenie 45min do meczu a kasy zamknięte! Próbujemy obczaić jakąś knajpę ale nic nie widać, więc wypytujemy miejscowych o źródełko, jakiś chłopaczek mówi nam że na stadionie jest PUB (niezbyt w to wierzyłem ale miał rację!)
W końcu kasy otwarte bilety kupione, praktycznie zero kontroli otworzyłem tylko plecak do którego i tak nie zajrzeli i jestem na  stadionie Stali.
Pierwszy krok czynimy w kierunku tej rzekomej knajpki. Dochodzimy widać że to budynek klubowy ale na górze na balkonie kilka osób siedzi z piwkiem, no to tak trochę nie pewnie się wbijamy bałem się że mnie zaraz wyrzucą  albo zawiną za chodzenie po budynku klubowym 30 min przed meczem a tu nic z tego! Normalnie wchodzę sobie pomiędzy piłkarzem na piętro kupuje piwko siadam na balkonie - inny świat!!! Lepszy!!! Ja chce takich stadionów a nie tego europejskiego modernfutbolu z krzesełkami i systemem kontroli biometrycznej.
W końcu pora udać się na trybuny.
Stal ma w zasadzie jedna na bazie łuku, na prostej krzesełka po bokach ławki, łezka mi się w oku zakręciła bo te ławki były takie sam jak moich ukochanych Suchych Stawach.

Niestety ławeczki zastąpiono krzesełkami
Chwilę siedzimy na prostej potem kurs po kiełbaskę konsumujemy na łuku na ławeczce, w między czasie meczy piłkarsko robi się dobry bo sędzia kręci wałki przeciw Stali co podnosi ciśnienie na trybunach, leci trochę przyśpiewek...
W przerwie próba wbicia się do baru i śmieszna historia w okolicy budynku.

W miejscu gdzie schodzą piłkarze i sędzia zebrała się grupa miejscowych w celu rozmowy z arbitrem w tym i My w celu wbicia się do baru równo z gwizdkiem, obok stoi może z trzech ochroniarzy niezbyt zainteresowanych cała sytuacją, miejscowi cisną po arbitrach ile wlezie ale widać że to pokazówka bo gdyby faktycznie chcieli mu coś „ręcznie wytłiumaczyć” to zrobili by ten myk co My czyli obeszli budynek do o koła i bez problemu weszli do środka RazzNiestety piwa w przerwie nie sprzedają wracamy na trybuny
Drugą połowę siedzimy na łuku w cieniu drzew i niech mnie ktoś spróbuje przekonać że krzesełka i cały nowoczesny badziew jest lepszy niż trybuna z ławkami w cieniu przyrody. Przy okazji zajadamy słonecznik widać to nie tylko śląski zwyczaj.
Mecz kończy się porażką Stali 2-3 choć pod koniec wyrównali z karnego na 2-2.
Punkty jadą na Mazowsze a my do Krakowa.
Po drodze zaliczamy jeszcze obiadek  i knajpę, ogólnie w Rzeszowie po starym mieście chodzi się przyjemniej niż po Krakowie nie ma tylu turystów i płatających się pod nogami studencików - a ceny są bardzo przystępne piwko 5zł
Powrót PKP albo Ja coś pomyliłem albo na święta rozkład zmieniali bo ten pociąg którym miałem wracać zniknął
W kasie jak zwykle wszystko wiedza ale okazuje się że na peronie stoi jakiś opóźniony do Krakowa na to dawaj na szybkiego 2 perony po torach na szczęście niższe niż na głównym, wskakujemy do pociągu upewniamy się że dobry i jazda.
Powrót wesoły mam tylko do Tarnowa bo tam opuszcza mnie mój kompan.
Od Tarnowa jadę sam kończąc zapasy piwka wysiadka w Płaszowie

I tak ok 23 melduje się w domu bo rano o 11  następny wyjazd...

02-04-2011 SZOMBIERKI BYTOM - FORTUNA GLIWIE

Korzystając z zaległego urlopu i piękniej pogody wybrałem się po raz kolejny na Śląsk.
Tym razem główną atrakcją miał być stadion Szombierek Bytom.
Jest to jeden z tych na których chciałem być od zawsze no a marzenie są po to aby je spełniać...
Podróż z Krakowa do Katowic szybko i sprawnie (ja chyba jestem jedyny w Polsce co sobie chwali PKP – jakąś zniżkę powinni mi dać albo przynajmniej dyplom )
W Katowicach małe halo –a gdzie jest  dworzec?
Wszystko totalnie zrównane z ziemią jak po tsunami w Japonii czynne tylko perony i jeden tunel nowy miodzio widać że kasy nie żałują.
Z Katowic też jadę do Bytomi pociągiem jedna z ciekawszych tras polecam. Tym bardziej że wychodzi taniej niż autobus PKP 3zł MPK 4zł.
W Bytomiu dworzec pamięta aż za dobrze Edwarda Gierka i zdaje się że od jego czasów nikt tam nic nie remontował. Pierwsze kroki kieruje do centrum miasta kolosalna przepaść pomiędzy centrum a resztą Bytomia. Rynek jak rynek do tego jeszcze jakaś impreza więc szybko szukam upatrzonego wcześniej lokalu.
W lokalu stypa – poważnie na szczęście ogródek czynny a że pogoda dopisuje to po chwili obok piwka na moim stoliku ląduje śląski zestaw (rolada, kluski, modro kapusta) do tego trzy piwka na trawienie i można ruszać na mecz.

Z rynku to kawałek na nogach dobre 25 min spacerku mocnym tempem, i w końcu jest stadion Szombierek Bytom.
Stadion tak jak i klub lata świetności ma za sobą i pomyśleć że dokładnie 30 lat temu miejscowi świętowali tam mistrza... Ach łza się w oku kręci jak patrzy się na upadek takich klubów do tego stadion to ten z nie wielu jakie zostały. Miejsce magiczne z „duszą” a nie krzesełkami i popcorenem i colą.
Samo wejście to kupno biletu, drobna kontrola plecak i cały stadion mój.
Nikt mnie nie spisuje z dowodu nikt nie wyznacza mi miejsca do siedzenia, stoje chodzę gdzie chce.
Krótki spacer trochę pamiątkowych fotek, wizyta w budynku klubowym.
Sam mecz słaby nawet bardzo wynik 0-0 Szmobierki miały lekką przewagę ale nic z niej nie wynikało.
Kibiców zorganizowanych brak. Kilku dzieciaków w szalikach ale dopingu zero. Zresztą generalnie frekwencja mimo dobrego terminu i pogody słabiutka.
Cóż tak to jest zostają najwierniejsi...
Po meczu szybko na MPK aby się na pociąg do Krakowa wyrobić.
Podróż autobusem przez Śląsk też robi wrażenie zwłaszcza przejście z biednych ulic Bytomia do najbogatszego miasta kraju Katowic. W samych Katowicach narzuciłem sobie takie tempo aby się wyrobić na pociąg o 19:15 że wyrobiłem się na ten o 18:55

A nie wiele brakło a bym do niego nie wsiadł bo przez brak dworca byłem tak zamotany że mi się kierunki świata pomyliły. Podróż PKP jak zwykle w moim wypadku bez uwag poza jedną. Pociąg niemal pusty to sobie siadłem wygodnie piwko w plecaku ale nie otwieram czekam na kanara bo musze bilet kupić, po chwili widząc że się szybko nie doczekam sięgam jednak po puszkę i o mało zawału nie dostałem bo jak spod ziemi stanął przede mną gość w mundurze.
Dwóch SOK-istów po służbie wracało tym samym co ja pociągiem i musieli sobie usiąść naprzeciwko  mnie mimo iż pociąg był prawie pusty.Na szczęście wysiadają na następnej stacji a z rozmowy podsłuchałem że pilnują węgla a nie porządku w pociągach ale kto by im tam wierzył na słowo.
I tak o to Szombierki Bytom zliczone pora szykować plany na kolejną eskapadę

 
"Sześć wspaniałych dni"
 
Urlop, czyli tylko ja i Piłka Nożna. 
Są tacy którzy na słowa że urlop będę spędzał w Katowicach (baza
wypadowa) reagowali śmiechem, na szczęście ja znam wielu takich
których dziwią się jak można spędzać dwa tygodnie urlopu leżąc na
plaży. 
Cóż każdy niech robi to co lubi, ja kocham futbol. 
Śląsk to taki mój mały eden, raz że w ogóle lubię Śląsk - choć z
pochodzenia jestem niemal rdzennym Nowohucianinem, dwa że takiego
nagromadzenia klubów piłkarskich z tradycjami nie ma nigdzie indziej w
Polsce.
 
Podróż rozpoczęła się tak gdzieś na dwa miesiące przed wejściem do
pociągu, w nieskończoność wertowane terminarze,(dzięki niebiosom za Internet) szukanie hotelu który spełniał by moje wygórowane wymagania i
mieścił się w niezbyt wygórowanym budżecie sprawdzanie menu w lokalnych barach ( jak mam jeszcze jakąś słabość
poza piłka i futbolem to jest to dobre jedzenie:) )
 
W ostatecznym kształcie plan zakładał wizytę na meczach
 
GKS KATOWICE - ZAWISZA BYDGOSZCZ
ZAMKOWIEC TOSZEK - ZABORZE ZABRZE
POGOŃ IMIELIN - GÓRNIK 09 MYSŁOWICE
ROZWÓJ II KATOWICE - LEGIA WARSZAWA
 
 
 
W końcu wszystko dopięte na ostatni guzki, torba spakowana, hotel
zarezerwowany, i w drogę.
 
Dzień pierwszy 16-09-2011
 
Pierwszy dzień miał być poświęcony na sprawy organizacyjne,
zakwaterowanie w hotelu - tu przekonałem się że w tym kraju Bareja jest
wiecznie żywy. Wysiadając z autobusu którym podjechałem z dworca
widziałem już hotel, jak się później okazało był to budynek w
którym był mój hotel ba w tym budynku mieściły się dwa hotele 
Tak tak, jak się potem dowiedziałem ktoś tam, coś tam wykupił pomieszał
i z jednego zrobiły się dwa, że od przybytku droga nie boli a o
klientów trzeba dbać to te dwa hotele oddzielono. Była co prawda furtka w ogrodzeniu z tym że zamknięta i tak doszedłem 3 metry do wejścia do mojego hotelu poczym musiałem zrobić jeszcze z 3 kilometry dookoła aby się do niego dostać.
        W każdym razie po mojej interwencji ktoś się zlitował i już do końca mojego pobytu furtka była otwarta.
Hotel miał wszystko co mieć powinien, mała niespodzianka (coś mam do
nich szczęście pierwszą taką miałem w Stalowej Woli gdzie wspólnie z
kolegą dostaliśmy pokój o wyższym standardzie bo nasz tańszy był
nie posprzątany  )
        Tym razem trafił mi się pokój dwuosobowy w cenie jedynki miałem
rezerwację na jedynkę ale żadna się do mojego przyjazdu nie zwolniła
więc dali mi w tej cenie dwójkę.
        Przygód z pilotem do telewizora opisywał nie będę bo trzeba by o tym drugą książkę napisać  - działa jak chciał a w zasadzie jak mu
się chciało mi próśb, gróźb i wymiany na inny o tej samej mentalności:)
No ale nie TV przyjechałem tam oglądać tylko mecze.
 
W piątek miałem zamiar kupić dwa bilet pierwszy na mecz Rozwój - Legia.
Mecz był tylko dla 999 widzów i niestety bez kibiców Legii co obniżyło nieco poziom widowiska.
Z kupnem nie było problemu bo piątek był pierwszym dniem
przedsprzedaży, później biletów brakło. Na szczęście kto szuka nie
błądzi (dziękowałem już bogom za Internet?)
 
Następnie kupno biletu tygodniowego na komunikację miejską - tu się
musiałem nie lada nachodzić by znaleźć punkt sprzedaży ukryty jak skarb
na końcu tęczy.
 
Kolejny do kupienie był bilet na mecz GKS Katowice - Zawisza Bydgoszcz to
spotkanie okazało się numerem jeden pod kontem piłkarskim i kibicowskim.
Z kupnem nie było większych problemów wystarczył nr PESEL który i tak
dyktowałem z pamięci. Na szczęście GKS Katowice nie wprowadził jeszcze
tych chorych udogodnień typu "karta kibice" przez którą nie zobaczyłem meczu Ruch Chorzów - ŁKS Łódź początkowo nie brałem go w planach pod uwagę ale jak to na urlopie człowiek nabiera sił i chęci do życia to smak przyszedł. 
Na szczęście byłem już raz na Ruchu -pozdrowienia dla Kamila i
rodziny jeszcze raz dziękuję za wspaniałą gościnę - tak że
przeżyłem jakoś tą nieobecność.
 
W miedzy czasie udałem się na tradycyjny śląski obiad - rolada z modrą
kapustą po którą pofatygowałem się aż do Bytomia:) Swoją drogą
spędzać urlop w Katowicach i jeszcze jechać specjalnie na obiad do
Bytomia  To może docenić tylko inny grundhoper (lub smakosz)
W każdym razie polecam rolady w Bytomiu - pierwszą w innej restauracji
jadłem przy okazji meczu Szombierki Bytom - Fortuna Gliwice.
 
Dzień drugi 17-09-2011 GKS Katowice - Zawisza Bydgoszcz
 
Coś czego nie lubię czyli zmiana planów, w sumie nie wymuszona to tym
bardziej byłem zły na siebie.
Miałem upatrzoną przyjemna restaurację z Zabrzu, zapewne odwiedzę przy
okazji wyprawy na Górnik - a że dzięki mej kolejnej pasji
kolekcjonerstwie mam znajomych z Górnika tym bardziej wyprawa jest wyżej
na liście miejsc do zaliczenia.
Ostatecznie ląduję na obiedzie w Katowicach a potem z spacerek z okolic
dworca PKP na stadion Gieksy.
Chwilkę spędzam w parku Chorzowskim, pod stadionem sporo osób, wejście
na Gieksę bez problemów ochrona nie stwarza dodatkowych komplikacji, na
wejściu kupuje jeszcze program i vlepkę na pamiątkę.
Jeden z niewielu meczy na którym nie skosztowałem miejscowej kiełbaski a
w zasadzie wuszta, obfity obiad zrobił swoje.
Stadion GKS zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie, mimo iż jestem
byłem i zawsze będę zwolennikiem a teraz to już tylko miłośnikiem tych
pięknych stadionów z ławkami budowanych w oparciu o trybuny na wale
ziemnym uwieńczonym koroną po której można było obejść cały
obiekt...
Oj rozmarzyłem się w każdym razie na nasz "narodowy" się
prędko nie wybiorę...
Stadion GKS mimo iż ma trybuny odseparowane od siebie i do tego z
krzesełkami jest jeszcze tym ze starego typu bardziej mi pasującego niż
te nowe super-hiper-marketo-stadiono-wiezieńa z tysiącem kamer, bramek,
czytników...
Dodatkową zaletą stadionu w Katowicach jest jego akustyka i kąt
nachylenia trybuny.
Siedziałem na głównej mniej więcej na połowie jej wysokości widok
bardzo dobry a o akustyce przekonałem się gdy wpuszczenie zapewne
grzecznościowo (sektor przyjezdnych w remoncie) kibice Zawiszy zaznaczyli
swoją obecność.
Siedząc niemal na wyciągnięcie ręki od kibiców z Zawiszy mając przed
sobą widok na pełny tego dnia "blaszok" a po środku dobry piłkarsko mecz poczułem atmosferę piłkarskiego święta.
Oj na pewno jeden z lepszy meczów pod każdym względem na jakim byłem.
Szkoda tylko że Giekas przegrał zawsze jak gdzieś jestem w gościnie
(tak tak  gościnnie bo na co dzień jestem wiernym kibice Hutnika Nowa
Huta) kibicuję miejscowym.
Ostatecznie GKS przegrywa 0-1 ja w przerwie jeszcze trochę spaceruję po
stadionie, robię pamiątkowe fotki, powrót do hotelu bez przygód szybkie
kolacja kibica (konserwa+piwo) i do spania bo rano trzeba wstać...
 
Dzień trzeci 18-09-2011 Zamkowiec Toszek – Zaobrze Zabrze 
 
Z wielu rzeczy których w życiu robić nie lubię poranne wstawanie jest
tym czego najbardziej nie nawiedzę.
Szybki prysznic, kawa i  na autobus 
Na dworcu Katowice-Szopieniece jeszcze jakiś dopalacz ( z tych legalnych energetycznych rzecz jasna:) ) i w drogę.
Wyprawa nie byle jak bo na mecz ZAMKOWIEC TOSZEK - ZABORZE ZABRZE
A w zasadzie to całodzienna wycieczka do Toszka. 
Jako że poranne wstawanie jest jedną z rzeczy których robić nie lubię to
jedną z tych które uwielbiam jest historia, a cóż może być
piękniejszego iż zwiedzanie miejsc z historią związanych.
Toszek to naprawdę urocze miasteczko, idealne dla grundhopera który musi
ciągnąć ze sobą na wyjazd rodzinę ( tu rada zostawiamy balast w
niedrogiej restauracji na zamku i na mecz J )
Dojazd PKP czyli moim ulubionym środkiem transportu, trasa Katowice -
Gliwice i Gliwice - Toszek mija spokojnie pogodę mam wręcz wymarzoną
czego chcieć więcej.
Z dworca w Toszku na zamek jest kawałek ale spacer takiemu smakoszowi jak
ja dobrze zrobi J
Na zamku pora na relaks i uzupełnienie brakujący kalorii, przy okazji
zjadłem najlepszą grochówkę w moim życiu!
Zresztą ceny bardzo przystępne, i obsługa też na plus, zakupuję jeszcze
książkę o historii Toszka.
Kolejna moja pasja to czytanie i kolekcjonowanie książek.
Tak sobie czasem myślę gdzie ja w tym wszystkim bo jest jeszcze praca i
codzienne życie znajduję czas na sen?
Chyba nie znajduję bo stale niewyspany chodzę J
Na zamku zaliczam wszelkie możliwe atrakcję włącznie z zakupem pamiątek,
przy okazji od pani przewodnik dowiedziałem się że całkiem nie dawno w
okolicach Toszka znaleziono kilkadziesiąt złotych monet rzymskich
(starożytny Rzym kolejna pasja) które są wystawiana w muzeum w Gliwicach
a więc Piast Gliwice wskakuje na wysokie miejsce na liście stadionów
które musze zobaczyć (w teorii wszystkie w Polsce)
Prócz zamku w Toszku znajduje się też bardzo dobra restauracja, gdzie za
przyzwoitą cenę jem - tradycyjnie jak to na Śląsku roladę.
 
I pora na danie główne..
 
Na wejściu kupuję dwa bilety - jako kolekcjoner z liczną rzeszą
kolegów kolekcjonerów jestem obarczony obowiązkiem dbania o przyjaźń i
zawsze muszę sępić lup kupować po kilka wejściówek.
Przy okazji wzbudzam zaciekawienie pani sprzedającej bilety która o dziwo
całkiem na poważnie zainteresowała się moją pasją.
Stadion Zamkowca mieści się na skraju Toszka za boiskiem ciągną się
już tylko pola pola i pola...
Robi to dość fajne wrażenie zwłaszcza jak w przerwie tak sobie
patrzyłem w dal na skraj horyzontu i myślałem gdzie mnie to jeszcze w tym życiu poniesie...
Mecz jak to w A klasie bardzo dobry - naprawdę kocham taki futbol jak
jedenastu kolegów chce połamać nogi innej jedenastce a cała drużyna nie
tylko razem biega po murawie ale i piwkuje po meczu.
Tu duch futbolu nie został jeszcze uśmiercony przez komercję i bożka
mamonę.
Stadion z jedną trybuną która lata świetności ma już raczej za sobą
co dodaje uroku... 
Po meczu zorientowałem się że w budynku klubowym jest PUB! - szkoda
tylko że zorientowałem się tak późno a może i dobrze bo jeszcze bym
zdradził miłość Piłkę dla kochanki Piwa 
Jak na wyjeździe do Proszowic na mecz Proszowianka - Świt Krzeszowice
który w zasadzie należało by klasyfikować jako wyjazd na piwo he he
he... 
No ale tak to jest jak się odwiedza serdecznego kolegę z którym też
się nie jeden wyjazd meczowo-piwny zaliczyło...
Powrót z Toszka bez przygód w zasadzie zwiedziłem całe miasto – czego dużo zasługą było to że nie miałem mapyJ - łącznie
ze stary niemieckim cmentarzem i budynkiem w którym swego czasu było
więzienie NKWD obecnie szpital dla obłąkanych
Do Katowice wracam na kolejną kolację kibica...
 
 
Dzień trzeci 19-09-2011
 
Dzień przerwy od futbolowych atrakcji przeznaczyłem głównie na relaks.
Choć raz w życiu pogoda dopasowała się do mnie i był to jedyny deszczowy dzień mojego urlopu.
Zwiedziłem trochę Katowice pomnik powstańców i gen Ziętka runda włoku 
Spodka z 10 raz byłe pod ani razu w środku  ale zdaje się że to nie
stadion choć w piłkę ponoć tam grywają.
Jeszcze przez przypadek zjadłem rewelacyjnego kebaba niech się Kraków ze
swoimi bułeczkami schowa w Katowicach 2 razy tańszy i 10 razy lepszy.
I przez zupełny przypadek odkryłem że autobus którym jeżdżę robi
spore koło a jest inny który jeździ po skrótowej trasie.
Nawiasem rzecz biorąc to bazę wypadową miałem w prześlicznej dzielnicy
Katowic Nikiszowcu po prostu cud architektury a do tego dookoła lasy
(chodzenie po lasach też lubię ale brakło czasu zaliczyłem tylko
małą rundkę w Toszku okrążając zamek.
I tak na relaksie tym razem doczekałem do dnia czwartego
 
Dzień czwarty 20-09-2011 Pogoń Imielin – Górnik 09 Mysłowice 
 
Przed wyjazdem ze sto albo i więcej razy szperałem po terminarzach, na
ten dzień miałem kilka meczy do wyboru bo akurat była rozgrywana runda Pucharu Polski okręgu Katowice.
Za namową kolegi który też lubi podróże po stadionach wybrałem się
do Imielina na mecz POGOŃ IMIELIN - GÓRNIK 09 MYSŁOWICE.
W sumie to nie wiem czy się śmiać czy płakać, w każdym razie hasło
Imielin robi furorę w naszych rozmowach i stało się synonimem niezbyt
udanej eskapady ze sporą ilością perypetii 
Jak grundhoper nie żałuję żadnego meczu na którym byłe (za to nie
mogę odżałować każde na który pójść nie mogłem) ale jak człowiek
z poczuciem humoru ten Imielin bawi mnie dziś do łez
 
A więc po kolei 
 
Pogoda taka sobie szaroburo lekka mżawka kto nie musi nie wychodzi z
domu, przypominam że jestem na urlopie który spędzam w Katowicach
typowo turystyczny kurorcie.
Do Imilelinia jedzie tylko jeden pociąg powrotnego już nie mam zatem powrót  komunikacją miejską
Na dworcu czekam i czekam o mało mi się pociąg nie pomyliły dobra jadę
tym co trzeba stacje spisane na kartce wyrwanej z zeszytu na odwrocie tej
kartki mapa Imielina własnej produkcji (po doświadczeniach z Toszka) a że Eugeniuszem Romerem nie jestem ratuje mnie tylko to że w Imielnie nie ma gdzie zabłądzić bo jest tam tylko jedna droga z której i tak się nie da zboczyć bo po obu stronach stoją domki jednorodzinne.
W zasadzie ta droga to ma chyba ze sto kilometrów  nic tylko te domki i
domki ani sklepu ani kiosku nawet budki z piwem:)
 
W między to wciśnięty stadion, trybuny nie ma bo jest aktualnie w
remoncie
Tu musze przyznać że budynek klubowy bardzo ładny bez problemu wchodzę
do środka robię fotki pod herbem i dostaję w prezencje 20 biletów (na
mecz biletów nie było) - tak że jeżeli idzie o klub i jego pracowników
pełen szacunek.
 
 
 
 
 
 
Wracam do dreszczowca 
Byłem godzinę przed meczem tak miałem pociąg przypominam jedyny mogłem
w sumie jechać autobusem ale że lubię podróże koleją i pewnie drugi
raz tą trasą nie podjadę ta opcja przeważyła , rundka po stadionie i co
tu robić, liczyłem na jakąś kiełbaskę boże jaki głupi jestem
kiełbaskę? prędzej bym dzika w pobliskim lesie upolował niż tu mięsny
znalazł a co dopiero grilla.
Z nudów postanawiam iść tą drogą tak przed siebie a zobaczę sobie
przystanek.
Idę, idę i idę nic tylko te domy dookoła to z to pstryknąłem
parę fotek bo ktoś miał całkiem ładny ogród, kurde myslę zwijam się na stadion bo jeszcze mnie za jakiegoś szpiega wezmą, Policja przyjedzie a jak im powiem że przyjechałem tu z Nowej Huty na mecz a tak w ogóle to spędzam urlop w Katowicach to zamiast na komisariat do tego szpitalu w Toszku trafięJ
W końcu do przystanku nie doszedłem co mnie poważnie przeraziło bo
przecież musze go znaleźć aby wrócić.
Mecz w sumie bez rewelacji pod koniec przypominam że to puchar nerwowo
czekam na bramkę dla któreś z drużyn bo mi autobus ucieknie,
oczywiście gola nie ma jest za to dogrywka. 
I oczywiście zdrowy rozsądek chwilowo wyłączony wszak na meczu jestem zostaję, nie minęło może 15 sekund pada gol nawet sami
piłkarze żartują do sędziego by kończył ale nie ma mowy coraz
chłodniej, zaczyna się ściemniać, na szczęście nie zabłądzę bo
droga jest tylko jedna.
Koniec meczu marsz i znów idę idę i idę potem znów idę i idę i
W końcu jakieś skrzyżowanie, sklepu jak nie było tak nie ma, zresztą
przystanku też nie jest tylko słup czekam na ten autobus jedzie wsiadam.
A teraz to już nie idę tylko jadę jdaę i jadę do momentu aż nie
wiedzieć czemu w środku lasu robi się korek i teraz stoję i stoję w
tym autobusie.
Totalnie się już pogubiłem przystanków miałem coś ze 20 albo i lepiej
do docelowego oczywiście jest już całkiem ciemno nic nie widzę bo
kierowca oświetlił wnętrze autobus gdzieś w końcu muszę wysiąść,
wpatruje się w krajobraz jakby miało mi to coś dać przecież jadę tą
trasa po raz pierwszy a w szybie i tak widzę tylko swoje odbicie , jako że
nieszczęścia chodzą parami jeszcze mi dzwoni telefon to już całkiem
tracę orientację, przegapiam docelowy przystanek, e tam myślę nie jest
źle wysiadam na następnym
Nie było by źle gdyby A - autobus nie był pośpieszny i  nie stawał co
kilka przystanków B - jechał trasę którą znam.
W końcu gdzieś wysiadam ciągle jeszcze gadam przez ten telefon, dobra
jedzie tramwaj nr lini kojarzę tylko nie wiem czy jedzie w dobrym
kierunku - mógłbym się spytać motorniczego gdybym wiedział gdzie chcę
jechać:)
I znów jadę i jadę studiuje rozkład jazdy w wagonie -o jedziemy do
Sosnowca - może Zagłębie coś gra (śmiech przez łzy) do tego ciągle gadam
przez ten telefon.
I w końcu cud o mało nie krzyknąłem z wrażenia bo wiem gdzie jestem!
Co prawda totalnie już zgłupiałem jaki cudem zrobiłem takie koło ale ok
ważne że jest budka z kebabami.
No to na od stresowanie kebab z frytkami nic rewelacyjnego w zasadzie to
najgorsze żarcie jakie jadłem na tym urlopie, idealnie się to
wkomponowało w ten dzień.
I  jak już po tym wszystkim  wieczorkiem w hotelu puszeczkę piwka
otworzyłem to po pierwszym łyku myślę - oj na długo zapamiętam ten
Imielin 
 
 
 
 
Ostatni dzień urlopu 21-09-2011 Rozwój II Katowice – Legia Warszawa
 
Po tej przygodzie w Imieline to żałuję że to już koniec a był tak
fajnie.
Mecz który miał być główną atrakcją wyjazdu Rozówj Katowice - Legia
Warszawa mocno popsuli organizatorzy a w zasadzie przepisy które
uniemożliwiły rozegranie meczu przy większej publice i wpuszczeniu
kibiców Legii.
Smutny to widok gdy nieżyciowo prawo psuje piłkarskie święto, kiedy
znów Rozwój a w zasadzie Rozwój II  (sic!) zagra znów z Legią?
I cóż tego że grała orkiestra górnicza bo należało by jak w kultowym
polskim serialu Dom spytać - Komu gra ta orkiestra?
Mecz bez kibiców jest jak Msza Święta bez wierny – może się odbyć tylko w zasadzie po co?
No ale za to bezpiecznie, prawda bezpieczeństwo przede wszystkim 
To teraz hasło przewodnie tych nowych super-hiper-market-stadiono-więzień, tak tak prawda wwięźniu jest bezpiecznie...
Smutne jakich dożyliśmy czasów ja tam swoje przeżyłem wiem po co są 
trybuny tylko młodych co tego nigdy nie zasmakują żal...
 
Jak że co jak co ale organizator ze mnie nie najgorszy bilet mam
Wchodzę bez większego problemu, fotki , trochę sobie spaceruje, jem
kiełbaskę mała, droga i surowa (choć pewnie i Imielinie była by daniem
z Wierzynka  )
Mecz piłkarsko robi się ciekawy gdy Rozwój strzela bramkę ale niestety
1-4 nie ma sensacji koniec marzeń koniec snów tak oto żegnanym... jakby
to pozwiedzał klasyk
I tak też ja żegnam się ze Śląskiem jeszcze tylko ostatnie piwko w
nieco melancholijnym nastroju...
Trzeba wracać do domu, życia, obowiązków...
Jedno co jest pewne nie zmarnowałem tego urlopu, tak sobie myślę co jak
bym wspominał z dwóch tygodni spędzonych na plaży, cała relacja mogła
by się zakończyć na  przepisaniu menu i karty drinków...
 
Nie ważne czym się interesujesz, zbierasz znaczki, jesteś wędkarzem czy
miłośnikiem ornitologi - jak masz pasję to wiesz że żyjesz.
Pewnie że "normalne życie" jest ważne praca, kasa...
Ale przyjdzie taki czas że będziesz miał świadomość iż odchodzisz z
tego świata i lepeiej żebyś miał śiadomość że twoje życie było
pełne wrażeń... Bo inaczej napewno będziesz żałował
Ja nie będę, moje jest!
Do zobaczenia na szlaku...
[b]Elana Toruń - Miedź Legnica 16-05-2012
[/b]
Pomysł wyjazdu zrodził się gdzieś tak w kwietniu.
Wiadomo było że jedziemy, tylko nie wiadomo było gdzie.
A jak już wiedziałem że jadę z D. czyli moim lustrzanym odbiciem (pod kontem umiłowanie piłki, piwa i kebabów) to wiedziałem że będzie zajebiście. No mała korekta nie jest to moje lustrzane odbicie bo ja jestem troszkę chudszy :twisted:
Ja stawiałem tylko jeden warunek tam gdzie jeszcze nie byłem.
Mój kolega D. nie stawiał na szczęście żadnych.

I zaczęliśmy wertować  terminarze, połączenia PKP, szukanie baz noclegowych.
Udało się znaleźć kolejkę ligową w środę.  
Padała decyzja że jedziemy w tym terminie. Była to decyzja niemal genialna, jak to śpiewał Kaczmarski "luźno w knajpach i na trasach...".
Wyjazd w tygodniu jest dużo lepszy niż wyjazd w weekend.

Poważnie pod uwagę brany był Wałbrzych i Toruń.
Ostatecznie padło na Toruń (lepsze połączenie PKP)

Hotel w Toruniu udało mi się znaleźć (co wbrew pozorom wcale nie jest łatwe). Hoteli masa, ceny nie na kieszeń polskiego grundhoppera.
Ale od czego jest internet i ostatecznie przespaliśmy się w Forcie :wink:
http://www.fort.torun.pl/_portal/
Co do samego noclegu to mieszane uczucia.
Na zdecydowany plus cena.
Minusy to kawałek od centrum (autobusem jakieś 30min), nocleg w pokoju bez okien, dobrze że choć klamki były
Wrażenie spania w pokoju bez światła dziennego co najmniej dziwne, na minus to też wentylacja która była słaba i brak zasięgu internetu.
Pokój był cztery metry pod ziemią!
No ale nie na spanie tam pojechaliśmy My.

Pierwsza przygoda czyli (niemal jak zawsze) PKP.

Pociąg mieliśmy o 5:40 więc postanowiłem kupić bilety wcześniej na dworcu w Płaszowie.
Na dworcu w Płaszowie nie ma bankomatu (XXI wiek ) Na szczęście można płacić kartą.
I ciekawy dialog z paniami z okienka
[i]
Dzień dobry, jadę jutro do Torunia ale nie tym bezpośrednim ale tym z przesiadką w Łodzi (była to najlepsza opcja dojazdu)
Ale nie ma takiego pociągu - pani z okienka
Jak to nie ma - pytam. Sprawdzałem na internecie i jest.
Z przesiadką w Łodzi? - pyta pani
Tak ten o 5:40 do Łodzi i przesiadka na osobówkę na Łódź Kaliska - dodaję.
Nie widzę nic takiego - pani szukająca w komputerze.
Mogę pani podać godzinę odjazdu - dodaję
I numer pociągu też mogę podać dodaję po chwili oczekiwania.

W tym momencie druga pani zajęta do tej pory konsumpcją jakieś ciasta wstaje z krzesła.
Niech pan poda ten numer pociągu - słyszę
Podaję numer.
O! ma pan rację jest taki pociąg! - okrzyk radości pani której udało się znaleźć.
No w końcu myślę.
Poproszę bilet w 2 klasie dla 2 osób - składam w końcu zamówienie.
I otrzymuję 3 bilet.
Czemu trzy? - pytam
Nie można na jednym?
Nie bo na osobówki można na TLK nie - słyszę.
[/i]

Dobra ważne że bilety są, szybkie zakupy, pakowanie torby i telefoniczne ustawianie się z D.
D. na całe szczęście kombinuje na rano transport kołowy (udało mu się namówić tatę aby nas o tej nie ludzkiej porze zawiózł na pociąg)
Mając do dyspozycji samochód, bez wahania decyduję jedziemy na Płaszów.
Pociąg startował z Płaszowa, więc będzie łatwiej miejsce znaleźć.
Kolejna sprawdzona sztuczka, jadąc pociągiem który startuje z Płaszowa zawsze lepiej tam wsiąść niż na głównym.

Do Łodzi docieramy bezproblemowo, sami w przedziale, buty z nóg, kurtki pod głowę i mamy kuszetki 
Pociąg niemal pusty, jedzie się elegancko kolejny plus wyjazdów w środku tygodnia.
Przesiadka w Łodzi mamy 20 minut to udajemy się na kawę i bułkę z kotletem które wypatrzył pasibrzuch D.
Bułki rewelacja kotlet duży świeżutki nie potrzebnie tylko smarowane masłem.
Trasa Łódź - Toruń upływa więc na konsumpcji kotlecika popijanego tigerem

Po 7 godzinach podróży, jesteśmy w Toruniu
.
Postanowiliśmy że z dworca jedziemy taryfą (wcześniej sobie wyliczyłem ile mnie więcej powinno wyjść za kurs - wiadomo że korzystamy z usług polskich taryfiarzy )
Pytanie  - Za ile pojedziemy do Foru IV
Około 30 zł - odpowiedź
Pasuje wsiadamy.

Niesamowite wrażenie robi przejazd prze Wisłę mostem (jedynym w Toruniu!) Wisła ma ponad 1 kilometr szerokości (najszersza w Polsce). Dostajemy też nr telefonu od naszego kierowcy (jak się później okazuje zły i już więcej nie korzystaliśmy z jego usług - co nam w sumie wyszło na dobre bo z hotelu na dworzec wróciliśmy taniej.

Szybkie zameldowanie, jeszcze szybsze rozpakowanie najpotrzebniejszych rzeczy z torby - i w drogę.

Oczywiście nie tak od razu, przed wyjściem należ się posilić.
Super smaczny obiadek w hotelowej restauracji z piwkiem rzecz jasna obiad bez piwa to jak pół obiadu
Jeszcze puszeczka na drogę co by się lepiej trawiło i na autobus.
Podjeżdża autobus kierowca uśmiechnięty coś do nas żartuje, widać że to nie "krakowska kultura".

I jesteśmy na starym mieście.

Pierwszy dzień mija nam na zwiedzaniu zabytków, połączonym z konsumpcją piwa - można by powiedzieć że typowy clubing (czy jak się to łażenie po knajpach nazywa).
Bo chyba w żadnej z wielu odwiedzonych przez nas knajp nie wypiliśmy dwóch piw.
Ceny bardzo przystępne średni ok 5-6zł
W jednej tylko się nacięliśmy - na szczęście wypadła kolej stawiania przez D
Bez większej alkoholizacji (coś koło 3 beczek piwa na głowę )
Lądujemy na kebabie i po kolacyjce powrót do hotelu bo na drugi dzień mecz.

Toruń robi ekstra wrażenie, naprawdę jest co oglądać (fotek to jak Japończyk ze 100 napstrykałem). Warto się wybrać i zobaczyć to urocze miasto. Zabytków opisywał nie będę nie o tym jest ta relacja

Drugi dzień to dzień meczowy.

Pierwszy kurs kierujemy w kierunku stadionu. Bynajmniej nie Elany tylko miejskiego - tam teraz gra Elana.
Jak zwykle problem z tymi śmiesznymi kartami kibica.
Na internecie jest napisane iż są obowiązkowe.
No to udajemy się do klubu aby je wyrobić.
Wbijamy się do jakiegoś pokoju.[i]
Dzień dobry, chcieliśmy wyrobić te karty kibica
A nie ma teraz tej pani proszę chwilkę zaczekać[/i]
Ta chwilka to trwała z 20 minut, w końcu wbijamy się po raz drugi (jakaś pani w miedzy czasie weszła ale wiadomo czy to ta, nikt nas nie prosi)
Znowu ten sam tekst.
I zaskakująca odpowiedź

[i]Dziś nie można wyrobić kart zapraszamy jutro.
A to jak my wejdziemy na mecz?
A panowie nie z Torunia?
Nie z Krakowa (tak tak z Krakowa z Huty i Proszowic ale żeby im łatwiej na mapie skojarzyć było)
I panowie specjalnie na mecz?
Tak.
A to panowie tak prywatnie czy oglądać kogoś?[/i]
Widać nie słyszeli o grundhoppingu i wzięli nas za skautów
Ostatecznie dowiadujemy się iż na mecz wejdziemy bez problemu wystarczy podać PESEL w kasie.

Po wyjaśnieniu kwestii wejścia udajemy się do pobliskiej hali sportowej na śniadanko hod-dogi a potem zgodnie z planami na bilard.
Okazuje się że bilard czynny od 14 na internecie pisze że od 12.
Więc korekta planów w tramwaj, na stare miasto, spacerek, piwko i powrót na bilard.

Jak żyje nie byłem w tak luksusowym klubie snookerowym.
D. spędził trochę czasu w Anglii to bywał.
Pięć albo sześć stołów wszystkie ekstra zadbane, do tego bar, kawa, herbata, piwo. Były też rzutki.
A najlepsze jest to że klub mieści się na uboczu miasta w pomiędzy blokami w budynku który  przypomina barak:)
Pierwszą partię snookera przegrywam w drugiej (niedokończonej prowadziłem)
Godzinka mija pora na główną atrakcję czy meczyk

Na stadion idziemy z buta, bez problemu kupujemy bilety wejście też bezproblemowe nawet plecak nie sprawdzili.
D. widać zmęczony życiem siada na trybunie a ja spaceruję po stadionie i pstrykam fotki.
W między czasie obczajam mistrzowski catering (już tu opisywany) ale należało by podać jeszcze raz iż w menu było wszytko poza piwem
Kiełbaski , bigos, grochówka, napoje zimne, gorące chipsy, batoniki...

W końcu zaczyna się mecze siedzimy tuż przed stanowiskiem TV, za nami słychać wyraźnie komentatora.

I tu jakiś dziadek - a po chuj Ty to mówisz, przecież my to widzimy, gada kurwa i gada jak nakręcony.
Udarł się tak że Ci w TV na pewno to słyszeli
Komentator aż zgłupiał i zaniemówił, dziadek się chyba po chwili zreflektował że to jest komentarz do TV i więcej już się nie włączał koncentrując się na własnym komentarzu meczu, składającego się głównie z epitetów i przekleństw.
Tak że wesoło.
Ludzi mało mimo iż Elana grała z liderem

Dwa słowa o kibicach.
Elany w młynie może 100 sporo flag w tym jedna Widzew FC Grudziądz.
Miedź w kilkanaście osób pojawia się w takcie meczu.

Piłkarsko mecz też bez rewelacji.
No ale przynajmniej zobaczyłem byłą gwiazdę SS - Madejskiego w akcji

Stadion mi się podobał co jest raczej rzadkością jak idzie o to nowoczesne stadiony.

Cóż było minęło, w sumie jak na fajny wyjazd to mecz jakoś tak przez nas przeleciał bez większych wrażeń.

Po meczu na miasto, w zasadzie bez celu, ostatecznie zmęczeni lądujemy na zakupach w markecie i z prowiantem wracamy do hotelu a ja nie piję nic wieczorem!
Starzej się człowiek...

Za to powrót bez kaca (jak sobie wspomnę powrót z poprzedniego wspólnego wyjazdu z D. to była to droga prze mękę)

Rano małe przygody, chcemy oddać klucz na recepcji nie ma nikogo za to jest kartka aby zostawić klucz w budce ochrony.
W budce ochrony też pusto pukamy może security śpi?
Ale nic z tego ostatecznie jako że taksówka w drodze, zostawiamy na recepcji D. wcisnął go między szybkę a kartkę.
Chyba znaleźli bo nikt z hotelu nie dzwonił w sprawie klucza

Powrót mamy jeszcze ciekawszą trasą bo przez Katowice.
Droga na Śląsk też upływa spokojnie, w pociągu też luźno.

Jak powszechnie wiadomo najlepsze kebaby w Polsce są właśnie w tym mieście.
Udajemy się do pierwszej budki w której panuje niesamowity tłok i słyszmy że na kebaba trzeba będzie czekać aż 30 minut.
To w tył zwrot do budki po drugie stronie ulicy, tam też kolejka ale mniejsza.
Kebab mistrzostwo świata, porcja wielka, choć przyznam że zdarzało mi się jadać w Katowicach lepsze.
Tak podejrzewam że górnicy musieli się kiedyś przybić jakimś korytarzem do Turcji i stamtąd mają te przepisy

Osobówka do Krakowa, też w miarę luźna (standardowo zapełnienie na full w Business Parku)

Z D. rozstajemy się na dworcu i pora już planować następną eskapadę...

P.S.

Przejechaliśmy prawie 1000 km koleją
wypiliśmy ok 30 beczek piwa (na głowę rzec jasna)
zjedliśmy po 15 kebabów (D. zjadł 17 i 3 porcje frytek)...

C.D.N...

 



na stronie było już 23886 odwiedzający (57860 wejścia)
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=